czwartek, 17 lipca 2014

ONA (opowiadanie)

-wierzysz w te brednie?
- absolutnie. To zmyślona historyjka dla pryszczatych małolatów.


***

Każdego dręczą jakieś demony z przeszłości. Pojawiają się w naszym życiu nieoczekiwanie tylko po to, by przyczepić się do nas niczym pieprzone pijawki i żywić się nami do końca życia.
Żywią się naszym strachem.
I prawdopodobnie nie ma osoby, która wymknęłaby się tej zasadzie.
Jeżeli wydaje wam się, że nie macie swoich demonów z przeszłości, to się mylicie.
Są dwie możliwości.
Po pierwsze: nie uświadomiliście sobie jeszcze, że one są obok was i się wami żywią albo…
…po drugie: macie cholernego farta i dotąd nie nabawiliście się tego draństwa.
Co nie zmienia faktu, że prędzej czy później demony przeszłości nawiedzą i was.
Jak mówiłem, nie ma nikogo, kto wymknął by się tej zasadzie.
Dorośli mają swoje demony z przeszłości – może to być alkohol, narkotyki, albo jeszcze inne świństwa. Ale dzieci również je mają. Boicie się różnych rzeczy, prawda? Pająków, węży, a może czujecie obawy przed wejściem do windy, albo ciemnego pokoju? Albo najzwyczajniej w świecie boicie się ludzi. Psychopatów, oszustów, złodziei.
Coś w przeszłości zrodziło w was strach, którego nie możecie ujarzmić. Raz ugryziony przez szczura mężczyzna zapewne będzie czuł lęk przed tym gryzoniem do końca życia. Kobieta, która utkwiła między piątym a szóstym piętrem w windzie, zapewne będzie ją później omijała szerokim łukiem. Dziecko, które raz usłyszało straszną historyjkę o upiorze przyczajonym pod jego łóżkiem zapewne nie prędko poczuje komfortowy sen.
Oto demony z przeszłości. Nasze lęki i obawy.
Czasami można je zwalczyć.
Tylko trzeba stawić im czoła. Pokonać je. Ponoć czasami się udaje.
Czasami…
Bo jeśli jest za późno, one mogą zniszczyć nas.

***

Siedzę na łóżku i nie mogę zasnąć. Podświetlany zegarek elektroniczny po drugiej stronie pokoju wskazuje na godzinę 1.00. Znów to czuję. Kolejny raz czuję na sobie jej wzrok. Kim ona jest? Czego ode mnie chce? Skąd się tu, do cholery, wzięła? Blask księżyca padający przez okno po raz kolejny zdemaskował jej obecność. Stoi teraz tuż przed moim łóżkiem i się na mnie gapi. Humanoidalna postać, ledwo dostrzegalna istota chwieje się raz do przodu raz do tyłu. Trudno dostrzec, ale chyba ma na sobie jakiś długaśny płaszcz, albo halkę nocną koloru białego. Na odzieniu widnieją czarne plamy. Krew? Kurwa! Nie mogę oderwać od niej wzroku! Boję się spojrzeć na boki, po prostu nie mogę. Ona ma w sobie coś, co przyciąga uwagę. Kiedy na nią patrzę, czuję, jakby ktoś dotykał moje plecy długaśnymi, lodowatymi szponami. Chce mi się rzygać. Kołuje mi się w głowie. Podświadomość mówi mi, że to ona tak na mnie oddziałuje.
I prawdopodobnie nie jest to sen.
Sam już nie wiem. Od trzech tygodni nic nie biorę. Jestem czysty jak łza. Nie piję, nie palę. To nie halucynacje.
Myślę racjonalnie. Przynajmniej się staram.
Ale widocznie nic mi z tego nie wychodzi, skoro jednak wierzę, że to co stoi przede mną, naprawdę tam jest. Że to nie wytwór mojej chorej wyobraźni.
No właśnie. Choroba. Może mam nie po kolei w głowie? Może to początki schizofrenii?
To też nie są urojenia.
Ona wciąż tam stoi i się chwieje. Choć nie jestem w stanie dostrzec jej twarzy, wiem, że na mnie patrzy i właśnie świdruje mnie na wylot.
Dłużej tego nie wytrzymam. Codzienne wmawiam sobie, że powiem o tym starym. Ale w zasadzie jak miałbym zacząć:
- hej mamo, każdej nocy nawiedza mnie jakaś zjawa, co mam zrobić?
Przecież to bez sensu. Nikt mi nie uwierzy. Nikt.
Poczekam do rana. Dam radę. A kolejną noc spędzę przy zaświeconej latarce, którą ukradnę staremu z garażu. Ciekawe, czy tym razem znów mnie nawiedzi…
A teraz spokojnie, powolutku zamknę oczy i policzę do trzech, a ona zniknie z mojego pokoju. Tak zwyczajnie, po prostu. Rozpłynie się w powietrzu. Tak było do tej pory i tak zapewne stanie się i teraz.
Kiedy je otworzę, jej już nie będzie.
Raz.
Dwa.
Trzy.
Otwieram oczy.
Już sobie poszła.

***

- i co? Tak zwyczajnie opuściła salę i nikt już jej więcej nie widział? – spojrzał na nią wystraszony jak mysz, która właśnie uświadomiła sobie, że stała się przekąską dla drapieżnego kota – to przecież naiwne, nieprawdaż?
- taa… To oklepana do granic możliwości historyjka. Każda creepypasta tak się kończy. Wiesz, w każdej historyjce musi być zawarty element zaskoczenia lub, jak w przypadku tej – niedokończona kwestia. „I nikt więcej jej już nie widział” – zaczęła recytować z dumą – to wcale nie oznacza, że w ogóle nie żyje. W każdej chwili może się tu nagle pojawić i nas powyrzynać.
- wierzysz w te brednie?
- absolutnie. To zmyślona historyjka dla pryszczatych małolatów.

***

Kolejna nieprzespana noc. Która to już? Piąta? Szósta? Od kiedy Sara opowiedziała mi tę historyjkę, nie mogę zasnąć. Najgorsze jest to, że wyczytałem w necie, że kto raz usłyszy tę opowieść, będzie prześladowany przez NIĄ.
Boję się…
Jest godzina 1.30. Właśnie obudził mnie tajemniczy huk z sąsiedniego pokoju. Boję się jak cholera. Czy ona znów tu jest? Czy tym razem postanowiła nawiedzić pokój rodziców? Cholernie się boję, ale czuję, że muszę tam iść. Muszę sprawdzić, czy nic im nie jest. Kurwa, z góry zakładam, że coś im się stało, a zwyczajnie w świecie może się okazać, że to tylko Morgana. Tak, na pewno nie puścili tego głupiego sierściucha na dwór i teraz lata po całym domu jak potrącony. Głupi kot!
Mój boże, znów ten huk. Ktoś wali pięściami w ścianę. Słyszę wrzaski i wycie kota. Boję się wyjść spod kołdry, boję się nawet zaświecić latarkę, bo nie chcę ujrzeć jej oblicza przed moim łóżkiem. Ale muszę to zrobić. Muszę sprawdzić, co się tam dzieje.
Muszę…
Powoli rozchylam kołdrę, jakby miało to spowodować jakiś wielki hałas i zdemaskować moją obecność. Ostrożnie stawiam rozdygotane nogi na podłodze. Jej chłód mnie przeraża. Postanowiłem nie zapalać światła, wystarczy mi blask księżyca. Powolutku podnoszę się i już mam zamiar kierować się w stronę drzwi, kiedy nagle dochodzą do mnie dźwięki kroków na korytarzu. Są coraz bliżej.
Nagle cały dom zalewa nieprzenikniona, przeklęta cisza. Wrzaski i stukanie z sąsiedniego pokoju ustały. Boże, co tam się stało?! Słyszę czyjś oddech. Chrapliwy warkot kogoś lub czegoś na korytarzu. To coś stoi po drugiej stronie drzwi i nasłuchuje. Dzieli nas tylko kilkucentymetrowa bariera. Ciarki przechodzą mi po plecach. Strasznie się boję. Odruchowo chwytam za klamkę i czuję, jak mimowolnie opada.
Ktoś po drugiej stronie usiłuje wejść do środka.
Za oknem słychać wycie psa. Cisza została zmącona przeraźliwym skowytem.
Zaczynam panikować.
Dopada mnie przeraźliwy strach. Uświadamiam sobie, że nie czuję się bezpiecznie. Odskakuję od klamki, jakby była rozgrzana do czerwoności. Uciekam w stronę okna, kiedy po drodze natrafiam na niewielkie krzesełko i się przewracam.
Spoglądam w stronę drzwi. Są uchylone.
W progu stoi ONA.
Zamykam oczy. Liczę do trzech. Może i tym razem zniknie. Może odliczanie znów mi pomoże ją odgonić.
Jeden.
Dwa.
Trzy.
Otwieram oczy.
Nikogo nie widzę. Jest zbyt ciemno. Odwracam się w stronę okna. Księżyc przysłoniły chmury.
Chwytam za latarkę i ją zapalam.
Niewielki snop światła pada wprost na nią.
Mym oczom ukazała się kobieta w pokrwawionym, białym kitlu. Coś jest nie w porządku z jej twarzą. Jest biała jak ściana i pozbawiona jakichkolwiek emocji. Jest jak maska. W ustach trzyma jakąś szmatę. Zaraz zaraz… to nie szmata.
To ciało martwego kota.
Nie mogę w to uwierzyć. To nie może być prawda!
Zamykam oczy. Czuję jak spływa po mnie fala zimnego potu. Trzęsę się ze strachu.
Znów je otwieram.
Stoi teraz tuż przy mnie. Nasze twarze prawie się ze sobą stykają. Czuję jej oddech na sobie. Spogląda na mnie beznamiętnie.
Teraz już wiem co się stało z moimi rodzicami.
Wiem, co się stanie ze mną.
Za dobrze znam tę historyjkę. Tę pieprzoną miejską legendę, którą kuzynka opowiadała mi na dobranoc.
Otworzyła usta i wypluła martwe zwłoki, które trzymała w śmiertelnym uścisku.
Uśmiechnęła się.
Ukazała rząd ostrych kłów. Nieludzkich zębisk, z których spływa gęsta, szkarłatna krew.
Spogląda na mnie. Świdruje mnie na wylot.
Jestem sparaliżowany. Nie mogę już nic zrobić. Nie mogę się bronić.
Bo przede mną stoi ONA.
Kobieta bez wyrazu.

Lipiec 2014

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz