niedziela, 1 lutego 2015

Recenzja: Pan na Wisiołach. Krzyk Mandragory, Piotr Kulpa

Pamiętacie rodzinę Smutów z pierwszego tomu "Pan na Wisiołach" autorstwa Piotra Kulpy? Wciągające, pełne zagadek i kontrowersji "Mroczne siedlisko" pozwoliło nam na dobre zaprzyjaźnić się z głównymi bohaterami, ale pozostawiło również szereg pytań, na które mieliśmy nadzieję poznać odpowiedzi dopiero w drugim tomie. Autor powraca więc do tajemniczej wioski zamieszkanej przez samych starców, kontynuując niedokończone wątki w "Krzyku Mandragory". Co więc znajdziemy we wnętrzu drugiego tomu? Czy wszystkie karty zagadki zapoczątkowanej w "Mrocznym siedlisku" zostaną wreszcie odsłonięte?

Pętla wokół Smutów zaciska się. Kto jest temu winien, pytają. Odpowiedzi coraz bardziej ich od siebie oddalają i dezorientują. Magda traci zaufanie do męża. Czaruś buntuje się przeciw rodzicom i ucieka z domu. Tymoteusz  w obawie przed wyjawieniem mrocznej tajemnicy rezygnuje z możliwości uleczenia syna. Ta kropla przepełnia czarę goryczy. Po wypadku Tymka w szopie nic nie będzie takie samo. W zamian za uratowanie życia Smuta staje się zakładnikiem Bargieła, który za pomocą mandragory realizuje swój szatański plan...*

"Krzyk Mandragory" stanowi bezpośrednią kontynuację wątków z poprzedniej części. Przypomnijmy, że zakończenie "Mrocznego siedliska" zostało urwane w najbardziej nieodpowiednim momencie - czytelnik wciągnięty w rewelacyjnie uknuty świat przedstawiony brnął przez poszczególne wydarzenia niczym Pendolino, przyglądał się czarom-marom i innym dziwnym wydarzeniom jakie towarzyszyły rodzinie Smutów i nagle spotkał na swej drodze przepaść uniemożliwiającą dokończenie tej zagadkowej, przepełnionej zgrozą podróży. Urwany finał pierwszego tomu tylko podniecił mój apetyt na drugą część, więc bez chwili wahania sięgnąłem po kontynuację wierząc, że autor wreszcie rzuci więcej światła na liczne niedopowiedzenia zapoczątkowane w jedynce.

Piotr Kulpa udowodnił mi w "Mrocznym siedlisku", że potrafi stworzyć porządną powieść grozy. Powieść zahaczającą o polskie realia, polskie - albo szerzej - słowiańskie tradycje, mocno zakorzenione w ludowych przesądach i legendach. I za to właśnie należą mu się przede wszystkim pochwały. Cykl powieściowy "Pan na Wisiołach" przesiąknięty jest swojskimi klimatami. Widać to po dialogach, opisach, zachowaniach głównych bohaterów. Sięgając zarówno po pierwszą, jak i drugą część i wgłębiając się w historię przedstawioną przez Kulpę mamy gwarancję, że jesteśmy w Polsce. Autor stworzył powieść niezabrudzoną zachodnią ekspansją kultury, dosyć często spotykaną w niektórych polskich powieściach grozy. Wykorzystuje co prawda znany motyw zaściankowego miasteczka, znanego choćby z kingowskich powieści, ale umiejętnie potrafi przeobrazić to na polskie podwórko. My, jako baczni obserwatorzy będziemy śledzić wydarzenia zapisane na kartach powieści z punktu widzenia różnych postaci. Wspomniałem już przy okazji omawiania "Mrocznego siedliska", że bohaterowie wykreowani przez Kulpę są pełnowymiarowi. Nie inaczej jest w kontynuacji. Czytając "Krzyk Mandragory" mamy okazję poznać emocje bohaterów, ich myśli, punkty widzenia - czasami zupełnie rozbieżne, czy mniej lub bardziej mroczne tajemnice. Piotr Kulpa stworzył więc postacie realistyczne, nie zapominając o bohaterach drugoplanowych, którzy tylko z pozoru nie mają wpływu na główne wątki. 

Jeszcze długo po "Mrocznym siedlisku" zastanawiałem się nad finałem powieści. Analizowałem różne scenariusze i zastanawiałem się, jakich rozwiązań użyje autor w kolejnych kontynuacjach. Wiele wydarzeń z pierwszego tomu znajduje swoje zakończenie w "Krzyku Mandragory", ale na ich miejsce pojawiają się nowe problemy rodzące zupełnie nowe pytania. Rodzina Smutów po raz kolejny zostaje poddana próbie przetrwania, a okoliczności wydają się o wiele bardziej złożone i zdecydowanie bardziej mroczne. Ucieczka Czarusia z domu, oddalenie się Magdy od męża, paranoja Tymka to tylko wierzchołek góry lodowej. Świat przedstawiony oparty na realnych zagrożeniach, jak niekontrolowany rozpad rodziny czy przemoc w szkole, ściera się ze światem zbudowanym na podstawie starych, ludowych przekazów i guseł. Piotr Kulpa zgrabnie wykorzystuje schematy typowe dla horroru psychologicznego (dogłębnie rozbudowane rozterki wewnętrzne głównych bohaterów, rodząca się paranoja, strach przed nieznanym) z grozą budowaną na kanwie miejscowych legend wiejskich. Główni bohaterowie powieści, twardo stąpający po ziemi, negujący to co niezwykłe, najbardziej nieprawdopodobne muszą zatem zmierzyć się z czymś, co zgodnie z powiedzeniem "nie śniło się nawet filozofom". 

Piotr Kulpa po raz kolejny stworzył powieść udaną, niepozbawioną nowych wątków i nowych pytań. Aura tajemnicy towarzysząca mieszkańcom wsi Wisioły jeszcze nie została odkryta do końca, więc z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że "Krzyk Mandragory" jeszcze bardziej podsycił mój apetyt na kolejną, trzecią i ostatnią już część cyklu. Po lekturę powinien sięgnąć każdy wielbiciel rodzimej grozy, który ma już dosyć amerykańskich naleciałości w polskich powieściach i szuka książki, której głównym atutem jest nie tylko dynamiczna akcja, bohaterowie z krwi i kości, ale przede wszystkim groza oparta na podstawie ludowych wierzeń i przesądów.

Autor: Piotr Kulpa
Tytuł: Pan na Wisiołach. Krzyk Mandragory
Gatunek: powieść grozy
Wydawnictwo: Wydawnictwa Videograf
Liczba stron: 346
Rok wydania: 2014

* opis z okładki

Autor: Konrad

Dziękuję Wydawnictwu Videograf za przesłanie egzemplarza do recenzji.

1 komentarz:

  1. Dla mnie również największym atutem powieści jest sięgnięcie po słowiańskie wierzenia. Potencjał jaki w nich tkwi nie został jeszcze wykorzystany. Polscy pisarze nie tylko powinni sięgać po takie motywy, ale próbować je zaktualizować/odświeżyć.

    OdpowiedzUsuń