piątek, 1 maja 2015

Recenzja: Piramida (aka The Pyramid), 2014

O tym, że stylistyka found footage na stałe zadomowiła się w filmowym horrorze wie każdy wielbiciel tego gatunku, który na bieżąco śledzi najnowsze poczynania światowej branży filmowej. Co i rusz jesteśmy bombardowani tego typu produkcjami, co jednych zachwyca, innych z kolei przyprawia o nerwicę żołądka. Cała masa horrorów stylizowanych na dokument zdążyła powołać do życia zupełnie odrębny podgatunek filmowej grozy, zwany popularnie horrorem verite. Mnogość filmów reprezentujących ten podgatunek spowodowała również, że owy produkt ewolucji współczesnego horroru zdążył już nabawić się licznych wzlotów, jak i upadków. Niestety w ostatnim czasie jesteśmy świadkami powolnego upadku tego, nazwijmy to "zjawiska". Twórcy nagminnie chwytający za popularną metodę na "kręcenie z ręki" zaczynają powoli zjadać własne ogony - każda nowa produkcja coraz częściej powiela schematy, których filmowa branża nie potrafi w umiejętny sposób wykorzystać. Doskonałym tego przykładem jest Piramida, za którą wziął się Grégory Levasseur - prawa ręka Alexandre Aji.


Grupa badaczy, której przewodzi archeolog Holden oraz jego córka Nora, odkrywa nietypową, trójścienną piramidę zakopaną w piaskach egipskiej pustyni. Wykopaliskom towarzyszą telewizyjni dokumentaliści, którzy na bieżąco relacjonują ten historyczny moment. Kiedy ekipa wreszcie dokopuje się do wejścia piramidy, jeden z członków zostaje zainfekowany dziwnym pyłem, wydobywającym się z wewnątrz obiektu. Zaintrygowani badacze, pomimo zakazu ze strony rządu, wpuszczają do środka specjalistyczny sprzęt mający za zadanie sfilmować wnętrze budynku. Kiedy w dziwnych okolicznościach robot zostaje wchłonięty w egipskie ciemności, eksploratorzy na własną rękę postanawiają wybrać się w głąb piramidy i zbadać teren.

Piramida jest debiutem reżyserskim Grégory'ego Levasseur'a, który od wielu lat współpracował z Alexande Aja przy scenariuszu do takich horrorów, jak Blady strach (2003), Wzgórza mają oczy (2006), Lustra (2008), czy Pirania 3D (2010). Wydawałoby się, że współpraca z tym znanym i cenionym w środowisku filmowego horroru reżyserem nauczy Levasseur'a jak kręcić dobre horrory, jednak swoim pierwszym reżyserskim "dziełem" udowadnia, że nie nauczył się od swojego mentora niczego pożytecznego. Pierwsze minuty filmu dają jednak nadzieję na kino wysokiej jakości. Otrzymujemy intrygujący wstęp, w którym widzimy wychodzących na ulice miasta manifestantów, napierających na auto dziennikarzy, którzy mają zamiar towarzyszyć badaczom w eksploracji nowo odkrytej piramidy. Stąd domyślamy się, że akcja filmu została osadzona w czasie zamieszek, które doprowadziły do obalenia wieloletniego prezydenta Mubaraka. Chwilę potem fabuła wchodzi już na tor właściwy i odtąd będziemy śledzić perypetie amerykańskich naukowców. Od tego też momentu stajemy się świadkami nieudolności tej produkcji.

Złudne okazuje się stwierdzenie w obliczu The Pyramid, że uczeń może przewyższyć swojego mistrza albo chociaż w pewien sposób mu dorównać. Otóż Alexandre Aja nieraz udowodnił swoimi filmami, że potrafi wyczuć granice przyzwoitego horroru, a Wzgórza mają oczy, czy Blady strach są tego doskonałym przykładem. Jeżeli więc spodziewacie się po filmie Levasseur'a równie wysokiego poziomu, co w wymienionych wyżej filmach, mylicie się. Propozycja współscenarzysty Wzgórz..., czy Bladego strachu nie ma w sobie za grosz finezji i wraz z rozwojem akcji pogrąża się w morzu własnej niedorzeczności. Początkowo właściwa akcja wlecze się niemrawo. Obserwujemy prace nad wykopaliskami oraz sprzeczki pomiędzy ojcem uprawiającym "tradycyjną" archeologię, a jego córką, która z kolei zamiast dłuta, młota i łopaty wybiera nowoczesne technologie. Wsłuchując się w te naukowe spory jednocześnie przegryzając popcorn, czekałem niecierpliwie na rozwój akcji z nadzieją, że w drugiej części filmu wreszcie coś zacznie się dziać.

Akcja rusza z kopyta dopiero wtedy, kiedy badacze wraz z ekipą telewizyjną dostają się do wnętrza Krew, ludzkie wnętrzności i wreszcie wspomniane potwory są sztuczne jak sklepowe manekiny, co skutecznie psuje klimat filmu.
piramidy. Niestety problem polega na tym, że Levasseur w ogóle nie zna podstawowych prawideł, jakimi rządzi się filmowy horror. Co chwila rzuca protagonistom kłody pod nogi, faszerując piramidę wymyślnymi pułapkami. Widać, że włożono w to sporo serca, jak i budżetu, bo mamy tu zawalające się sufity, ciasne komnaty wypełniające się piaskiem, czy naszpikowane kolcami podłogi, jednak po drodze zgubiono gdzieś klimat grozy. Kiedy bohaterom udaje się wyłuskać z jednej pułapki, za chwilę wpadają w drugą. Przypomina to raczej telewizyjną przygodówkę, aniżeli rasowy horror. Oczywiście znajdzie się tu miejsce na staroegipskie stwory, które będą dręczyć zmordowanych protagonistów, ale na egipskich faraonów - jeżeli twórcom wydawało się, że wykreowane za pomocą techniki CGI szczurokoty spełnią swoją rolę i wywołają pożądany dreszczyk u widza, to najwyższa pora, by pomyśleli nad zmianą branży.

Kolejną porażką produkcji są jej bohaterowie. Grégory Levasseur tym razem postanowił, że zajmie się tylko i wyłącznie operowaniem kamery, oddając scenariusz w ręce Daniela Meersanda oraz Nicka Simona. Szkoda, że obaj panowie skupili się tylko na rozpisaniu bezsensownych dialogów naukowych pomiędzy bohaterami, zamiast skoncentrować się na wytworzeniu jakichkolwiek interesujących relacji pomiędzy nimi. Dzięki temu widz staje się zupełnie obojętny na śmierć kolejnych protagonistów i z niecierpliwością czeka, aż wreszcie komputerowe stwory wykończą wszystkich po kolei. Wątpliwości nasuwają się również co do samej techniki operowania kamerą. O ile Levasseur'owi nie można odmówić talentu scenarzysty, o tyle reżyserowanie powinien zostawić w spokoju i trzymać się od tego fachu z daleka. Ewidentnie nie mógł się zdecydować jaką technikę zastosować w swoim debiucie: modną ostatnio metodę na "kręcenie z ręki" i utrzymanie dokumentalnego wydźwięku filmu, czy raczej zastosować tradycyjną technikę operowania kamerą dającą obiektywny ogląd na to, co właśnie rozgrywa się na ekranie. Wybrał - moim zdaniem - najgorszą możliwość i postanowił połączyć obie wspomniane techniki, co zdecydowanie nie idzie w parze z główną ideą filmów found footage.

Trudno mi określić potencjalnych odbiorców tego filmu. Z pewnością nie będą z seansu zadowoleni grozomaniacy z długim stażem, którzy na widok sztucznej krwi i pikselowatych potworków zapewne uśmiechną się pod nosem, kręcąc z  niedowierzania głową, że coś takiego w ogóle nazwano horrorem. Poszukiwacze mrożących krew w żyłach dreszczowców również nie znajdą tu niczego dla siebie, bowiem twórcy skutecznie zadbali o to, by potencjalne sceny grozy całkowicie pozbawić klimatu. Podobnie sprawa ma się z wielbicielami horrorów stylizowanych na dokument, którzy za główny zarzut filmu uznają zapewne nieumiejętne wykorzystanie stylistyki found footage, jak i brak realizmu spowodowany marną grą aktorską i równie wątpliwym efektom specjalnym. Tak więc jeżeli zamierzacie wydać swoje pieniądze na seans tego filmu, lepiej zainwestujcie je w popcorn i odświeżcie sobie jakiegoś starego klasyka. Zaręczam, że omijając szerokim łukiem tę produkcję, zbyt wiele na tym nie stracicie.

Tytuł oryginalny: The Pyramid
Tytuł polski: Piramida
Rok produkcji: 2014
Gatunek: horror verite
Czas trwania: 1 godz. 29 min.
Reżyseria: Grégory Levasseur

Autor: Konrad.

1 komentarz:

  1. Ja myślę, że współcześni twórcy horrorów verite zapomnieli jaka idea kiedyś przyświecała tego typu konwencjom. Kręciło się „filmy z ręki” jak nie miało się większych funduszy na np. efekty komputerowe. Teraz tacy o twórcy, co posiadają kasę przeładowują horrory „kręcone z ręki” mega sztucznymi maszkarami wygenerowanymi komputerowo, jakby chcieli powiedzieć: patrzcie stać mnie, pomimo amatorskiej realizacji.
    Zgadzam się z recką w całej jej rozciągłości - słaby pokaz sztucznej wizualnie technologii, który fabularnie nie ma nic ciekawego do powiedzenia. Chociaż miejsce akcji sporo obiecywało...

    OdpowiedzUsuń