Graham Masterton. Któż nie zna tego wspaniałego pisarza? Posiada na swoim koncie pokaźny wachlarz powieści, które podbiły serca wielbicieli klasyki grozy niemalże na całym świecie. Znany jest z horrorów, ale pisze również elektryzujące thrillery, jak i... poradniki seksualne! Jakich gatunków literackich by się nie czepił, co do jednego nie mam wątpliwości - twórczość tego brytyjskiego pisarza potrafi wprawić w zachwyt, zaciekawić, a nawet wywołać dreszcze, ale czasami zdarza się, że potrafi również porządnie podnieść ciśnienie. No właśnie. Bo pisarstwo Mastertona to taka nierównomierna sinusoida - raz udaje mu się wykreować historie znakomite, które szybko zapadają w pamięć, czasami jednak tworzy powieści niszowe i byle jakie, o których szybko zapominamy. Najnowsza powieść brytyjskiego mistrza grozy - Infekcja - może nie jest największym osiągnięciem w karierze Mastertona i nie stanowi przełomu w horrorowym światku, ale z pewnością zalicza się do grona pozycji udanych i plasuje się na zadowalającym poziomie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje literarury grozy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą recenzje literarury grozy. Pokaż wszystkie posty
środa, 9 lipca 2014
wtorek, 13 maja 2014
Recenzja: The Walking Dead. Narodziny Gubernatora (Robert Kirkman, Jay Bonansinga)
Kilkanaście lat temu, jeszcze jako młodziak dopiero rozpoczynający przygodę z horrorem, często sięgałem po przeróżne filmy z gatunku zombie movies, głodny wrażeń, jakie mogły zaoferować post-apokaliptyczne obrazy, zatopione w fekaliach żywych trupów. Początki przygody z nieumarłymi, rozkładającymi się truchłami rozpoczynałem tradycyjnie od kultowych filmów takich reżyserów, jak George A. Romero, czy Lucio Fluci, z czasem sięgając po nowsze produkcje żerujące na popularnej post-apokaliptycznej tematyce z nieumarłymi w roli głównej. Nie będę ukrywał, że z czasem tematyka zombie mi się przejadła, głównie przez wzgląd na miałkość fabularną tego typu produkcji. W końcu dałem sobie z zombiakami spokój, aż do momentu, kiedy w moje ręce wpadł horror [REC], który dosłownie mnie oczarował nie tyle fabułą, co rewelacyjnym wykonaniem. Wtedy na powrót zaprzyjaźniłem się z tematyką gnijących truposzy, wertując sieć w poszukiwaniu produkcji luźno nawiązujących do żywych trupów. Wtedy trafiłem na fenomenalny serial "The Walking Dead", oparty na równie zjawiskowych komiksach Roberta Kirkmana. Później przyszła pora na oryginalną i wciągającą jak mało co powieść FEED Miry Grant. I stało się. Wszystkie te sploty wydarzeń znowu przekonały mnie do świata, w którym żądzą zainfekowane zombiaki. Nic więc dziwnego, że kiedy dowiedziałem o wydanej w 2011 roku powieści osadzonej w realiach uniwersum TWD stwierdziłem, że koniecznie muszę ją pochłonąć!
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
Recenzja: Manitou (Graham Masterton)
Graham Masterton to jeden z czołowych przedstawicieli literatury grozy klasy B. Swoją przygodę z horrorem rozpoczął od wydanej w 1975 roku powieści "Manitou", która dla wielu fanów pisarza stanowi klasykę gatunku i do dziś uważana jest za jedno z jego najlepszych osiągnięć. Twórczość tego brytyjskiego autora podbija serca czytelników na całym świecie, ale budzi również spore kontrowersje wśród osób, które stronią od prostych i nieco kiczowatych powieści utrzymanych w klimatach b-klasowych horrorów. Są gusta i guściki, a o tych - wiadomo - się nie dyskutuje. Co do jednego mam jednak pewność: grzechem byłoby nie znać choćby jednej powieści Mastertona, bo choć jego twórczość niejednokrotnie zaliczana jest do grona niskogatunkowych, to mimo wszystko nie można mu odmówić tego, że w prostych i nieskomplikowanych opowieściach potrafi przemycić strach i napięcie, którego czasami próżno szukać nam u innych autorów.
poniedziałek, 14 kwietnia 2014
Recenzja: Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko (Piotr Kulpa), 2014
W notce biograficznej umieszczonej na końcu książki możemy przeczytać, że Piotr Kulpa to człowiek orkiestra. Rzeczywiście określenie to doskonale pasuje do osoby, która oprócz pisania wierszy, powieści, czy dramatów, jest również frontmenem zespołu "meakulpa" oraz prowadzi amatorski teatr Trupa Propaganda. Wcześniej nie miałem okazji zetknąć się z żadną powieścią tego autora, ponieważ do tej pory poruszał się w stylistyce powieści familijnych, która zwyczajnie mi nie po drodze. Pisarz z Bełchatowa postanowił jednak spróbować własnych sił w zupełnie innym gatunku, publikując swoją pierwszą powieść grozy zatytułowaną Pan na Wisiołach. Mroczne siedlisko. Jest to pierwsza część cyklu o nowych mieszkańcach wsi Wisioły - odludnej miejscowości usytuowanej w górach, którą zamieszkują sami starcy. Zaciekawiony fabułą powieści, z wielkim zainteresowaniem postanowiłem odwiedzić Wisioły i na własnej skórze przekonać się, co spowodowało, że w tym odludnym miejscu bytują sami staruszkowie i jaka tajemnica się za tym kryje.
sobota, 15 marca 2014
Recenzja: Gorefikacje II. Tom I (antologia ekstremalnego horroru)
Zeszłoroczne Gorefikacje narobiły szumu tu i ówdzie. Pierwsza polska antologia gore miała w swoim zamierzeniu wyprowadzić polski horror na zupełnie inne tereny. Wiadomo, że chodziło o próbę wprowadzenia do Polski najbardziej ekstremalnej odmiany horroru - dotąd znanej jedynie choćby w powieściach Edwarda Lee. Do tego momentu ekstremalna groza w Polsce praktycznie nie istniała, albo inaczej - czaiła się gdzieś w podziemiach naszego kraju, czekając na właściwy moment, by w końcu zaatakować. No i rok temu wypełzła w całej swej obrzydliwie-obślizgłej otoczce. Dziś można powiedzieć, że to już historia, a projekt Tomasza Czarnego i jego kompanów zapisał się na kartach literackiego horroru jako coś, co śmiało można uznać za kamień milowy rodzimego hardcore horroru. Ale złe licho nie śpi. I póki co nie ma zamiaru odpuścić. W tym roku postanowiło dobrać się do gardeł i żołądków czytelników raz jeszcze i po raz drugi zmusić ich do zwrócenia kolacji. Zestawiając zeszłoroczny atak muszę przyznać, że tym razem obślizły czart uderza zdecydowanie mocniej!wtorek, 4 marca 2014
Recenzja: Panika (Graham Masterton), 2013
Jack Wallace, z pochodzenia Polak, jest właścicielem świetnie prosperującej polskiej restauracji w Chicago. Od śmierci żony samotnie wychowuje syna, Sparky'ego.
Pewnego dnia dowiaduje się o tragedii, jaka rozegrała się na obozie skautowym w Owasippe. Samobójstwo popełniło tam jednocześnie aż siedemnastu skautów i kilku opiekunów. Wśród ofiar znalazł się przyjaciel Sparky'ego, Malcolm. Policja nie potrafi wyjaśnić przyczyn tego tragicznego wydarzenia.
Niespodziewanie Jack uzyskuje szansę rozwiązania tej zagadki. Przypadkiem dowiaduje się, że w czasie drugiej wojny światowej w dalekiej Polsce samobójstwo popełnił także jego pradziadek. Okoliczności jego śmierci do złudzenia przypominają wydarzenia w Owasippe.
Okazuje się, że wyjaśnienie tajemnicy zbiorowego samobójstwa amerykańskich skautów leży w Puszczy Kampinoskiej. Jack, po raz pierwszy w życiu, udaje się razem z synem do kraju swoich przodków, gdzie będzie musiał się zmierzyć ze straszliwą siłą, której istnienia nawet nie podejrzewał...*
sobota, 22 lutego 2014
Recenzja: Miasteczko Salem (Stephen King)
Istnieje wiele książek traktujących o wampirach i choć motyw krwiopijców jest jednym z moich ulubionych, jakie dotychczas przewinęły się przez filmowy i literacki horror, to jednak najczęściej z chęcią powracam do jednej pozycji - właśnie Miasteczka Salem. To powieść, która zawsze wzbudzała we mnie te same odczucia i za każdym razem, kiedy po nią sięgam, jestem przekonany, że jej treść wciąż dostarczy mi tej samej dawki emocji. Powieść emanuje swoim niepowtarzalnym blaskiem mimo upływu czasu, więc nie powinien dziwić fakt, że Miasteczko Salem obok Carrie, czy Lśnienia będzie uznane za klasykę literackiego horroru. Miasteczko Salem jest drugą z kolei powieścią Stephena Kinga, którego raczej nikomu nie trzeba przedstawiać - to niekoronowany mistrz grozy i horroru, który wiele razy uraczył nas opasłymi powieściami. To płodny pisarz, o czym świadczy dość pokaźna lista powieści, które wydał i niewykluczone, że będziemy mieli okazję poznać jeszcze niejedną jego powieść. Tymczasem wydana w 1975 roku powieść o wampirach z Jerusalem zachwyciła i przeraziła wielu czytelników i jestem przekonany, że sięgając po nią kolejny raz, nadal wprawi w zachwyt i przyprawi o dreszcze.niedziela, 19 stycznia 2014
Recenzja: Potomstwo (Jack Ketchum)
Pisarstwo Ketchuma można śmiało przyrównać do jazdy rollercoasterem: z jednej strony jest na swój sposób ekscytujące, a z drugiej niebezpieczne. Wzbudza w czytelniku ekstremalne odczucia i targa nim na lewo i prawo. Jego książki powodują, że kiedy zasiądziemy wygodnie w fotelu i sięgniemy po którąś z powieści, możemy być niemalże w stu procentach przekonani, że otrzymamy coś, co na zawsze utkwi nam w pamięci. Wzruszy, przerazi i zmusi do refleksji nad naturą człowieczeństwa i prawami, jakimi się ono rządzi. Swoją karierę Jack Ketchum rozpoczął z grubej rury, puszczając w eter swoje najbardziej chyba znane i kontrowersyjne dzieło - Poza sezonem - które przysporzyło mu wiele problemów z niektórymi wydawnictwami. Liczne cięcia i poprawki w tekście miały stępić nieco brutalny wydźwięk powieści, choć i tak książka została ostatecznie wycofana z produkcji. Z upływem czasu w końcu udało mu się wydać książkę w swojej pierwotnej, najbardziej brutalnej wersji. Kilka lat później "najbardziej przerażający facet w Ameryce" postanowił wrócić do wydarzeń w Dead River, prezentując wielbicielom historyjki o dzikusach-kanibalach Potomstwo - powieść równie przerażającą, choć nie tak doskonałą i dopracowaną, jak pierwsza część.niedziela, 22 grudnia 2013
Recenzja: Przegląd Końca Świata: Deadline (Mira Grant)
Zombie infekują w ostatnim czasie branżę filmową i literacką ze zdwojoną mocą. Od wielu lat powstają coraz to nowsze produkcje i książki o tej właśnie tematyce. I nic w tym dziwnego - żywe trupy to ikony horroru, które nadal pozostają jednym z najbardziej rozpoznawalnych wyznaczników gatunku. Niegasnąca popularność klasyków z nieumarłymi w roli głównej stanowi dowód na to, że żywe trupy wciąż mają branie wśród zagorzałych fanów postapokaliptycznych horrorów, mimo, że niektórzy uważają motyw zombie w filmie czy literaturze za zamknięty, bo powiela schematy i niczego nowego nie ma do zaoferowania. Okazuje się, że jednak ma. Mira Grant to objawienie literackie, które łamie stereotypy i udowadnia, że powieść o zombie wciąż może pozostać atrakcyjna. Wystarczy pomysł, odpowiednia wizja postapokalipsy i wciągająca historia, trzymająca czytelnika w napięciu od początku do końca. Najpierw był FEED, powieść, która zainfekowała wielu czytelników. Przed wami DEADLINE - powieść, która sprawi, że w trakcie czytania zaczniecie przechodzić zaawansowaną amplifikację.piątek, 13 grudnia 2013
Recenzja: Zombiefilia (antologia)
Latem tego roku nasi rodzimi twórcy literackiego horroru uraczyli nas pierwszą polską antologią o zombie. Zombiefilia jest zbiorem skupiającym wokół siebie nie tylko doświadczonych pisarzy, ale także i pasjonatów grozy, którzy pełni zapału, oddani pasji jaką jest groza, dopiero próbują tworzyć coś swojego. Osobiście gorąco popieram tego typu przedsięwzięcia, bo dzięki temu nasza groza powoli zaczyna budzić się ze stagnacji i niczym martwe zombie wypełzający z grobów, na nowo zaczyna tętnić życiem. Takie projekty, skupiające nie tylko znanych i doświadczonych autorów, zapalają również zielone światełko dla początkujących twórców, co daje ogromne szanse dla ich rozwoju oraz umożliwia odkrycie nowych talentów. Z chęcią sięgnąłem po tę antologię ze względu na żywe trupy, bo to tematyka z której z pozoru nie da się już niczego nowego wydobyć. Chciałem sprawdzić, czy polscy twórcy grozy podołali wyzwaniu i czy nowi debiutanci wnieśli powiew świeżości w temat, który nie ukrywajmy, jest oklepany i ciężko wykrzesać z niego odrobinę świeżości. Po zapoznaniu się z obszerną antologią o zombie jestem pewien, że idziemy w dobrym kierunku.poniedziałek, 4 listopada 2013
Recenzja: Przegląd Końca Świata: Feed (Mira Grant)
Czy kiedykolwiek wyobrażaliście sobie apokalipsę zombie w realnym świecie? Czy zadawaliście sobie kiedykolwiek pytanie o to, co by się stało, gdyby nagle w piękny, słoneczny dzień spod ziemi wyszły żywe trupy, a tajemniczy wirus atakował pozostałych przy życiu i przemieniałby ich w spragnione mięsa zombie, które niczym zaprogramowane maszyny dążą do wykonania jednego polecenia: jedz i zarażaj innych? Z pewnością tak, pod warunkiem, że nie obce są Wam popularne seriale dotyczące żywych trupów oraz z wypiekami na twarzy oglądacie po raz setny takie kultowe horrory, jak choćby Noc żywych trupów Romero. Słowem - kręci was tematyka zombie i uwielbiacie oglądać, czytać kolejne smaczki o zabarwieniu post-apokaliptycznym z nieumarłymi w roli głównej. Takim oto krwistym smaczkiem jest Przegląd Końca Świata: Feed młodej amerykańskiej pisarki Miry Grant, który miałem uprzejmość przeczytać dzięki recenzji Buffy, a ta z kolei - nie ukrywajmy tego - zachęciła mnie do zakupu tejże pozycji. Po przeczytaniu powieści mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że było warto i że fajnie czasem zapoznać się z trafnymi recenzjami blogerów po fachu, którzy znają się na rzeczy :-).czwartek, 31 października 2013
Recenzja: Królowa Śniegu (autor: Regina)
"Każdy z nas nosi jakąś maskę, pod którą ukrywa nieakceptowane społecznie cechy czy instynkty, to co najbardziej nas przeraża. Pod pozorami normalności i przyzwoitości, każdy ukrywa jakieś małe brudne sekreciki i każdy przymyka oko na pewne sytuacje czy zdarzenia... "
- ze wstępu.
"Królowa Śniegu" to powieść-zagadka. Dlaczego? Otóż kilka lat temu moja znajoma ze studiów zdradziła mi, że jeszcze w czasie liceum napisała powieść. Coś, co miało w sobie trochę z dramatu, trochę z horroru. Byłem niezmiernie ciekaw tego, co stworzyła, jednakże nie było mi dane wówczas przeczytać tego w całości, w wersji papierowej. "Królowa Śniegu" była więc jedną, wielką niewiadomą. Takim nurtującym mnie przez praktycznie całe studia, uporczywym znakiem zapytania, które łaziło za mną przez kilka lat i wydawało się, że tak już pozostanie. Że moja ciekawość nie zostanie nigdy zaspokojona. W 2012 roku autorka powieści, skrywająca się pod pseudonimem Regina, postanowiła jednak wyjąć powieść z szuflady i pozwolić, by mogła ją ujrzeć większa rzesza ludzi. W tym ja. Przez kilka miesięcy wrzucała na blog kolejne rozdziały, powoli ujawniając wnętrze "Królowej...". Okazało się, że obawy autorki co do reakcji na powieść były niepotrzebne, ponieważ stworzyła, choć nie pozbawioną szeregu wad, to jednak powieść, która w pewien sposób potrafiła mnie urzec i wciągnąć w wir niesamowitych wydarzeń naznaczonych z jednej strony miłością i przyjaźnią, z drugiej zaś krwią, nienawiścią, żądzą zemsty i patologią współczesnego świata.
piątek, 13 września 2013
Recenzja: Poza sezonem (Jack Ketchum)
Jack Ketchum, przez samego Stephena Kinga okrzyknięty "najbardziej przerażającym facetem w Ameryce", swoją karierę pisarską rozpoczął od powieści, która u wielu odbiorców wywołała przerażenie i szok, zyskując tym samym rangę jednej z najbardziej ekstremalnych w świecie literackiego horroru. "Poza sezonem", bo o tę właśnie powieść chodzi, śmiało można uznać również za pechową, ponieważ zanim książka trafiła na rynek wydawniczy, najpierw musiała przejść liczne cięcia i poprawki w tekście, by znacznie złagodzić swój przekaz. Mimo wszystko ocenzurowana wersja "Poza sezonem" w opinii wydawcy wciąż wydawała się zbyt ekstremalna, dlatego zaraz po premierze powieść znikła z półek sklepowych. Ketchum - nękany wyrzutami sumienia, że przystał na tak radykalne zmiany w powieści - po wielu latach postanowił jednak zawalczyć o swoje i we wznowieniu zaprezentował "Poza sezonem" w swoim pierwotnym kształcie jako książkę bezlitosną, mroczną, nie oglądającą się na wrażliwych czytelników i przede wszystkim naszpikowaną ogromną dawką brutalności.piątek, 19 lipca 2013
Recenzja: Trylogia Gniewu (Tomasz Czarny)
O tym, że na polskiej scenie literackiej grozy mamy wielu utalentowanych pisarzy z pomysłem na wciągające i obrzydzające opowiadania gore, mieliśmy okazję przekonać się sięgając po pierwszą polską antologię gore zatytułowaną "Gorefikacje". Współtwórcą zbioru opowiadań nafaszerowanych wszelkiej maści makabrą był m.in. Tomasz Czarny, który w antologii zaprezentował dwa mocne opowiadania: "Świątynia" i "Puszka coli". Pełne okrucieństwa, plugastwa oraz wyuzdanego porno historie, na dodatek wciągające i nie ścierające się z pamięci, świadczyły o dobrym warsztacie pisarskim autora. Nie ma się więc co dziwić, że niedługo po premierze e-booka, pomysłodawca "Gorefikacji" zaprezentował szerszej publiczności swoje kolejne opowiadania, składające się tym razem na zbiór zatytułowany "Trylogia Gniewu". W zbiorze tym autor zaprezentował nam trzy różne oblicza ludzkiego gniewu w trzech krótkich historiach, które tym razem nie ociekają tak obfitą dawką gore, jak miało to miejsce w przypadku wspomnianych opowiadań z antologii "Gorefikacje". Wcale to jednak nie oznacza, że opowiadania zawarte w "Trylogii..." nie potrafią z impetem wedrzeć się do głowy i poszatkować mózgu w drobne kawałki. Wręcz przeciwnie - ten skromny, bo zaledwie 23-stronicowy zbiorek po raz kolejny utwierdził mnie w przekonaniu, że polskie gore ma się naprawdę nieźle.sobota, 13 lipca 2013
Recenzja: Gorefikacje (antologia)
Gorefikacje to pierwsza polska antologia gore, która na pewno powinna przewinąć się przez ręce - albo raczej przez komputery z racji wydania zbioru w formie e-booka - najbardziej wytrwałych wielbicieli gatunku. Prezentowany tu zbiór to bowiem danie niezwykle obrzydliwe, cuchnące padliną, ociekające płynami ustrojowymi i innymi substancjami, jakie skrywa w środku ludzkie ciało. Poszczególne opowiadania zbioru, które co prawda nie straszą, ale za to w sposób dosadny powodują obrzydzenie i niesmak, prezentują - jak to w antologiach bywa - różny poziom, ale z całą pewnością nie można im odmówić miana historii dobrych, które w większy lub mniejszy sposób oddziałują na wyobraźnię czytelnika. To co, zaczynamy rzeź?
"Czy sądziliście, że polski horror nie może być naprawdę mocny?
Ta książka sprawi, że zmienicie zdanie - zszokuje was, zniesmaczy, a przede wszystkim wciągnie w mroczną rzeczywistość, z której nie ma już ucieczki.Szesnaście ociekających krwią opowiadań, czternastu autorów i brak jakichkolwiek barier.
Te opowiadania nie tylko nie pozwalają zasnąć - one miażdżą duszę, rozpuszczają mózg i wywlekają na wierzch wnętrzności.
Miejmy nadzieję, że nie dosłownie..."*
poniedziałek, 6 maja 2013
Recenzja: Krew, pot i łzy (Carla Mori)
Carla Mori to pseudonim polskiej, debiutującej właśnie na naszym rodzimym podwórku, młodej pisarki, która postanowiła zmierzyć się z dogmatami religijnymi, mocno zakorzenionymi i krzewionymi w naszym kraju. Jest to rzecz zgoła ryzykowna, mając na względzie fakt, że swoim debiutem pisarka dosłownie wywraca do góry nogami wszelkie znane nam dotychczas katolickie kanony w sposób nadzwyczaj odważny, zamykając całą historię w powieści niedającej się tak łatwo wpisać w konkretny gatunek literacki: znajdziemy tu bowiem niebywale kontrowersyjną i posępną zagadkę wyjętą prosto z kryminału, tempo fabularne galopujące niemal rodem z jakiegoś filmu akcji, oraz przerażającą wizję początku końca istnienia ludzkości, zaczerpniętą wprost z mrocznego horroru o zabarwieniu apokaliptyczno-religijnym.
Czy papież jest na usługach Szatana? Czy kapłani manipulują słowami Pisma Świętego, oddalając swych wiernych od Boga? Jakie tajemnice skrywa klasztor jasnogórski i czy częstochowska prokuratura zdoła je odkryć zanim będzie za późno?
Przed bohaterkami mrocznego horroru Carli Mori, dziennikarką Klarą Wasowską, oraz prokurator Zuzanną Bachledą, stoi nie lada wyzwanie. To, że w czasie śledztwa mogą stracić życie, jest teraz ich najmniejszym problemem...*
wtorek, 16 kwietnia 2013
Recenzja: Dziewczyna z sąsiedztwa (Jack Ketchum)
dlaczego zło obdarzone jest mocą taką?
Dlaczego anioły do snu chylą swe głowy,
gdy czort napiera z siłą dwojaką?" *
Już jeden z cytatów otwierających bramy do przerażającej powieści zwiastuje to, co czytelnik znajdzie na kolejnych stronicach książki pełnej okrucieństwa, kontrastów, przeciwieństw, paraliżującego strachu. Po Dziewczynę z sąsiedztwa sięgnąłem mając świadomość, że to pozycja mrożąca krew w żyłach i przez krytykę uważana za jedną z najbardziej szokujących w historii współczesnej literatury grozy. Obietnice płynące z haseł reklamowych w zupełności pokrywają się ze stanem faktycznym. Powieść Jacka Ketchuma to mroczna podróż w głąb zrysowanej psychiki człowieka-potwora, dla którego cierpienie i sprawianie bólu niewinnej osobie to źródło czystej przyjemności oraz wstęp do psychopatycznej, pozbawionej hamulców zabawy ludzkim ciałem...
niedziela, 27 stycznia 2013
Recenzja: Królestwo Spokoju (Jack Ketchum)
Jacka Ketchuma raczej nie trzeba nikomu przedstawiać- stał się znany i popularny wśród szerszej publiczności mimo, że jego dzieła na polskich półkach księgarnianych pojawiły się stosunkowo niedawno. Ja przygodę z bezkompromisowym Ketchumem rozpocząłem wyjątkowo nie od powieści, ale od Królestwa Spokoju- zbioru 32 opowiadań, które przyznaję od razu, spełniły moje oczekiwania pod każdym możliwym względem. Decyzja o podjęciu sięgnięcia właśnie po ten zbiór była raczej oczywista- jako że twórczość tego pisarza była mi zupełnie obca, postanowiłem więc sprawdzić jego twórczość od czytadła bardziej przystępnego i lekkiego. A takimi są niewątpliwie zbiory krótszych lub dłuższych opowiadań. Po zapoznaniu się z Królestwem Spokoju byłem pewien, że moja horrorowa biblioteczka wkrótce zasili się o kolejne dzieła Ketchuma.
Najpierw zacznę od tego, że polska oprawa graficzna świetnie oddaje ducha opowiadań zawartych w zbiorze. Co prawda można sobie inaczej wyobrażać tytułowe Królestwo Spokoju, jako miejsce przede wszystkim bezpieczne, w którym rządzi ład i porządek, gdzie każdy zamieszkujący owe królestwo jest nieskazitelny i prowadzi spokojne życie w zgodzie z powszechnie akceptowanymi normami, ale tutaj nie będzie sielanki i opowieści z cukierkowatym zakończeniem. Brama przedstawiona na okładce zachęca do przekroczenia progu, tuż za którym znajduje się mroczny i ponury świat opowiadań Ketchuma- zdzierający z człowieka maskę pod którą ukrywają się jego wynaturzone, bestialskie popędy.
środa, 14 listopada 2012
Recenzja: Sukkub (Edward Lee)
Edward Lee swoją niebywale kontrowersyjną powieść zatytułowaną Succubi wydał po raz pierwszy w 1992 roku w Stanach. Aby powieść zagościła na polskich półkach księgarnianych musiało upłynąć aż 19 lat. Tak, dokładnie tyle my, fani mocnego horroru, musieliśmy czekać, by twórczość mistrza horroru ekstremalnego zagościła w polskiej rzeczywistości. O powieści tej wyrobiono już różne opinie- książka szybko znalazła sobie wiernych fanów i, jak to u nas bywa- zagorzałych przeciwników. Przejście obok Sukkuba całkowicie obojętnie nie wchodziło w ogóle w grę, więc bez obaw sięgnąłem po makabrę czyhającą na kolejnych stronicach powieści. I tak oto powoli wyrobiłem swoje własne zdanie na temat książki, która z jednej strony wciąga, z drugiej zaś niebywale obrzydza i odpycha.
Seksowna prawniczka Ann Slavik wraca do rodzinnego miasteczka w poszukiwaniu korzeni, ale znajduje tam coś zgoła innego: śmierć, rozpustę, kanibalizm, diaboliczne tajemnice, strach, strach i jeszcze WIĘCEJ STRACHU! A dwóch zwariowanych, podążających za nią psychopatów to małe piwo w porównaniu z tym, co czeka na nią w Lockwood. Sam Kaligula uklęknąłby z szacunkiem przed perwersjami, których będziecie świadkami- ta książka przeznaczona jest dla dorosłych czytelników o mocnych nerwach. *
poniedziałek, 3 września 2012
Recenzja: Chemia śmierci (Simon Beckett)
Simona Becketta i jego fikcyjnego bohatera Davida Huntera poznałem kilka lat temu, kiedy rozpoczynałem studia. Wówczas z barku czasu zawsze wybierałem film zamiast książki, ale wtedy nieśmiało i z grymasem na twarzy sięgnąłem po "Chemię śmierci"- debiutancką powieść Becketta traktującą o losach antropologa sądowego, który dzięki bogatemu doświadczeniu zawodowemu potrafi "skłonić zmarłych do zwierzeń". W zasadzie do lektury skłoniła mnie znajoma i jej przychylne opnie na temat powieści, a dodatkowym gwoździem przytwierdzającym do kolejnych stron książki okazał się ostrzegawczy i zachęcająco brzmiący napis na okładce. Przyznam szczerze, że spodziewałem się kolejnej nudnej historii o zagadkowych morderstwach, która tak naprawdę nie będzie w stanie mnie w żaden sposób zaskoczyć. Jakże się myliłem. "Już po trzydziestu sekundach przechodzi cię dreszcz. Po minucie masz serce w gardle. A kiedy kończysz czytać, dziękujesz Bogu, że to tylko powieść..." * Słowa te doskonale odzwierciedlają wnętrze "Chemii śmierci"- książki, która wprowadziła mnie w świat zaściankowego miasteczka Manham, gdzie jedno tajemnicze morderstwo godni następne...
Subskrybuj:
Posty (Atom)




